00257504
Co dają polskim MSP wizyty studyjne? (2008-02-11)
Dziennik
Michał Górzyński

W ramach projektu Equal partnerstwo e-barometr organizuje zagraniczne wyjazdy dla polskich przedsiębiorców. "Naszą ambicją jest pokazywanie przedsiębiorcom dobrych wzorców prowadzenia firmy. Dlatego też jednym z elementów naszej strategii są właśnie wyjazdy studyjne, które organizujemy we współpracy z innymi państwami Unii Europejskiej" - mówi Michał Górzyński, koordynator partnerstwa ponadnarodowego z firmy CASE – Doradcy Sp. z o.o.

Jaki jest cel wizyt zagranicznych?

Chcemy pomóc polskim przedsiębiorcom w nawiązaniu kontaktów i znalezieniu nowych rynków zbytu. Wizyty studyjne mają pokazać im, że zyskowne interesy można prowadzić także za granicą. To jedna z kluczowych spraw, by podnosić konkurencyjność. Trzeba pamiętać, że fala globalizacji zalewa wszystkich, także przedsiębiorców z tak małych i peryferyjnych województw jak lubelskie czy podkarpackie. Dlatego także oni muszą wychodzić naprzeciw wyzwaniom rynku. Do tego konieczna jest jednak zmiana postawy z biernej na proaktywną, przełamanie barier mentalnych polskich przedsiębiorców. To jeden z naszych największych problemów, jeśli chodzi o umiędzynarodowienie naszych przedsiębiorstw.

Czy to wyjście poza Polskę jest niezbędne? Nie wystarczy np. działanie na szerszą skalę w ramach województwa lub kraju?

W niektórych wypadkach zapewne wystarczy, ale na pewno nie we wszystkich. Trzeba liczyć się z tym, że nawet jeśli będziemy działać wyłącznie w skali regionalnej, to i tak prędzej czy później spotkamy się z zagranicznymi konkurentami, klientami czy też przedsiębiorcami, którzy inwestując w Polsce, będą szukać partnerów do współpracy. Oczywiście bardzo często będzie się to odbywać za pośrednictwem Polaków, ale nie zawsze, zwłaszcza w przypadku małych i średnich przedsiębiorstw. Duże koncerny mogą pozwolić sobie na to, by zakładać lokalne filie i wysyłać do nich sztaby świetnie przygotowanych specjalistów, natomiast małe i średnie firmy w nawiązywaniu kontaktów skazane są na własne siły i umiejętności. Jak więc widać, nie jest to wyłącznie kwestia ekspansji za granicę, ale również funkcjonowania na rynku krajowym.

Jakie kraje brały udział w projekcie?

W wizytach studyjnych uczestniczyły firmy z Niemiec, Hiszpanii, Finlandii i Polski. Gdyby pokusić się o porównanie, trzeba przyznać, że świadomość konieczności podejmowania współpracy ponadnarodowej najsilniejsza jest wśród Finów i Niemców. Być może wynika to z tego, że przedsiębiorcy, z którymi się spotkaliśmy, operują na terenach przygranicznych i mają przekonanie, że taka współpraca może przynieść im wymierne korzyści. Gros polskich firm chyba jeszcze nie do końca zdaje sobie z tego sprawę.

Pamiętajmy też o barierze językowej. Tu najlepiej wypadają Finowie. Ich zdolności lingwistyczne nie wynikają z jakichś szczególnych predyspozycji, ale z systemu kształcenia, który zakłada naukę kilku języków. W dobrej sytuacji są też Niemcy, ich język ojczysty jest dość powszechnie znany, mogą się więc porozumieć w wielu krajach ościennych. Utrzymywanie kontaktów międzynarodowych w języku polskim wydaje się praktycznie niemożliwe. Niewątpliwie jest to bariera, która stawia Polaków w zdecydowanie gorszej sytuacji niż Niemców czy Finów. Jeśli zaś chodzi o zdolności komunikacyjne Hiszpanów, to są one bardzo zbliżone do polskich realiów. Warto jednak pamiętać, że Hiszpanie bez problemów mogą się porozumieć z całą Ameryką Południową. Oznacza to, że bez znajomości języków w obecnych realiach gospodarczych stawiamy się w znacznie gorszej pozycji niż nasi zagraniczni konkurenci.

Czy przedsiębiorcy zagraniczni mogą liczyć na wsparcie ze strony państwa?

Systemy wsparcia za granicą są znacznie bardziej rozwinięte niż w Polsce. U nas na dobre zaczęły się przy udzielaniu funduszy strukturalnych, a więc 2 – 3 lata temu. Wszystko, co było wcześniej, dotyczyło bardzo niewielkich kwot. Tymczasem za granicą trwa to już od kilkunastu lat. Dzięki takiej historii pomoc udzielana przedsiębiorcom jest o wiele bardziej rozwinięta i szyta na miarę, zindywidualizowana. Z przyczyn oczywistych w Polsce nie mamy też odpowiednio doświadczonych kadr.

Na czym polega wsparcie?

Są to działania, które wspomagają firmy np. w zatrudnianiu obcokrajowców, poszukiwaniu specjalistów, implementowaniu systemów kształcenia i technologii informatycznych, które pokażą, jak efektywniej funkcjonować. Wiele mechanizmów, które za granicą są świetnie rozwinięte, u nas dopiero raczkuje. Przykładem są choćby parki technologiczne czy inkubatory biznesu. Oczywiście, chodzi też o pieniądze, ale postawiłbym je na tym samym miejscu co know-how.

Jak za granicą wyglądają systemy wsparcia działalności międzynarodowej?

Pamiętam wizytę fińskich przedsiębiorców w Polsce. Przewidując problemy z porozumieniem się, Finowie przygotowali 10-minutowy film, w którym o swojej działalności opowiedzieli obrazem. Dzięki temu przełamali lęk naszych przedsiębiorców. Właśnie takich pomysłów i rozwiązań brakuje w polskiej rzeczywistości. W zakresie promocji ponadnarodowej nasze firmy zostawione są same sobie, a dotyczy to zwłaszcza małych przedsiębiorców.
Niestety, pod tym względem Polska nadal znajduje się na końcu listy. Świadczy o tym choćby liczba i jakość stron internetowych czy inne elementy promocyjne, takie jak ulotki, broszury informacyjne, prezentacje, wizualizację firmy i jej działalności, katalogi przygotowywane przez same firmy lub instytucje wspomagające.

Niektórzy polscy przedsiębiorcy zapewne dopiero zaczynają od najprostszych elementów promocji, jak choćby strona internetowa...

Rzeczywiście, internet jest jednym z narzędzi nawiązywania kontaktów, które jeszcze nie w pełni są u nas doceniane i wykorzystywane. Spośród wszystkich państw partnerskich mamy najgorsze strony internetowe, mniej wdrażanych systemów informatycznych, kulejemy też pod względem narzędzi promocyjnych. To jeden z powodów, dla których proces umiędzynarodowienia nie postępuje tak, jak powinien.

Link do tego artykułu na stronie Dziennika

 




This project is carried out with the funds from the European Social Fund within Equal Initiative